Ferie to dla naszej rodziny przede wszystkim czas odpoczynku, zabawy i bycia razem. I w naszym przypadku to bycie razem oznacza zarówno offline, jak i online. 😉 W końcu w domu twórców gier nie walczy się z ekranami, ale poszukuje równowagi. Gramy w to, co rozwija, ale też w to co zwyczajnie bawi i zbliża. Chcecie wiedzieć, w co gramy w ferie? Zapraszam do dzisiejszego wpisu!

Na moim blogu prowadzę serię Gry, w które gramy?, więc takich godnych polecenia propozycji gier mobilnych znajdziecie w niej dużo! Opublikowałam też kiedyś wpis z zimowymi grami edukacyjnymi dla wszystkich rządnych wiedzy w czasie ferii. Jednak dziś chcę Wam opowiedzieć na przykładzie gier, w które gramy, jak balansujemy czas online i offline.
Oto nasze zimowe polecajki na ferie.👇
Krok 1: Pokazujemy sobie, co nam się podoba i nas inspiruje
Moja córka wyhaczyła uroczą, pixel-artową grę Life is a game. To dość dynamiczna platformówka, która co prawda ma oznaczenie Pegi 3 na Google Play (uznawana za odpowiednią dla wszystkich grup wiekowych), ale już na AppStore 13+. Ja polecam ją raczej starszemu graczowi (powyżej 7) ze względu na jej poziom „skomplikowania”. Ma przepiękną grafikę, lekki retro-klimacik (dzięki muzyce 8-bitowej), jest radosna i kolorowa. A dla mojej córki stała się niezwykłą inspiracją do spróbowania sił w pixel-arcie. Po kilku rozgrywkach złapała za laptopa i wymalowała w Scratchu idealnie odwzorowane postaci z gry. Byłam pod takim wrażeniem, że przez cały dzień zbierałam szczękę z podłogi. 🤩 🤯

Ja natomiast pozostałam wierna Minecraftowi. Dla mnie to nadal złoto. Znalazłam swój własny sposób na relaks w tym niesamowitym świecie i się go trzymam. Nie gonię za misjami, naparzankami, czy rywalizacją, tylko kopię – zrównuję z ziemią całe góry i zasypuję głębokie, ciemne doły i tak się relaksuję. I pokazuję tym samym córce, że w gry można grać po swojemu (a ukryty przekaz jest taki, że nie tylko w gry można grać po swojemu 😉 🤫).

Krok 2: Online służy nam też do rozwoju (choć czasem wygląda to raczej jak zabawa)
Kiedy moja córka zakrada się do mojego telefonu, to nie po to, żeby scrollować (uff… 😅), tylko żeby zrobić sobie lekcję na moim koncie Duolingo. I chociaż ona też ma swoje własne konto, to jednak podkradanie mojego jakoś bardziej ją cieszy. 🙈

A ja? Ja sięgnęłam po grę, która wygląda jak niewinny pasjans – Solitaire: Associations Journey, ale kryje w sobie świetną formę nauki angielskich słówek. Trzeba tam łączyć wyrazy w pary znaczeniowe, np. „sleep” i „dream”. I wiesz co? To naprawdę relaksuje, a przy okazji czuję, że nieźle szlifuję swój angielski.

Krok 3: Gramy także offline, czyli planszówki zawsze spoko
W ferie mamy sporo czasu na granie nawet w ciągu dnia i niezmiennie wracamy do naszych ulubionych: Ubongo i Via Magica, które mój mąż recenzował już na swoim blogu Tata Developer.
Ponieważ córka jest już coraz starsza, a mąż lubi bardziej skomplikowane planszówki, to ostatnio cisną w Stranger Things (także zrecenzowane przez mojego męża). To już nie moje klimaty, ale fajnie patrzeć, że mają coś swojego i budują swoją relację takim wspólnym graniem.



Krok 4: Tworzymy własne gry bez prądu!
Nie byłabym sobą, gdybym nie zaprojektowała czegoś własnego. Zimą lubimy zagrać w moje bałwankowe memory. Polecam też Waszej uwadze moją zimową Multigrę. Ciągle też coś rysujemy i notujemy, więc może za chwilę powstanie jakaś nowa zimowa gra naszego autorstwa?
Takie „gry bez prądu” to cudowna przestrzeń na kreatywność. Dziecko staje się twórcą, a nie tylko odbiorcą. A przy okazji: wycina, rysuje, pisze, planuje – same ukryte supermoce! ✨


Krok 5: Wychodzimy z domu, ale zawsze z grami w sercu
Kiedy tylko pogoda pozwala (a w tym roku pozwala bardzo) idziemy na sanki, łyżwy, czy po prostu spacer. Czasem zamieniamy to w terenową grę, np. Zimowe Bingo albo Rzut śnieżką na odległość (albo do ruchomego celu, którym zwykle jestem ja 😄).
Po takim czasie offline moja córka czasem wraca do gier cyfrowych z nowym pomysłem i odwrotnie. To pokazuje, że granica między online i offline to nie mur, a raczej drzwi, przez które można sobie przechodzić raz tu, a raz tam.

I na koniec…
W ferie nie chodzi o to, żeby w 100% odciąć się od technologii. Chodzi o to, żeby świadomie z niej korzystać i się w niej nie zgubić. My gramy z głową i tego też uczymy nasze dziecko (a czasem dziecko uczy nas 😅).
Jeśli szukacie inspiracji na mądre gry – zajrzyjcie do mojej serii #gryWktoreGramy. A jeśli sami chcecie stworzyć coś z dziećmi odsyłam Was do naszego działu gier analogowych po inspiracje. 😉
A w co Wy gracie w ferie? Dajcie znać w komentarzu, może coś przetestujemy w przyszły weekend!
Do usłyszenia wkrótce!
MOŻE ZAINTERESUJE CIĘ RÓWNIEŻ:
