7 błędów, które popełniłam podczas budowania domku z piernika

Swój pierwszy domek z piernika zrobiłam w 2017 roku i na fali szczęścia nowicjusza wyszedł mi on całkiem zgrabnie. Miałam co prawda pewne zastrzeżenia co do jego estetyki i stabilności, ale uznałam, że jak na pierwszy raz i tak jest nieźle.

Kłopoty pojawiły się w latach kolejnych, kiedy to pewna swego nie mogłam pojąć, czemu te „takie i owakie” budowle nie chcą stać?! 😀 Teraz już wiem…

Oto lista moich błędów, które popełniłam – powstała ona z nadzieją pomocy tym, którzy chcą zmierzyć się z konstruowaniem tej świątecznej wypieko-ozdoby samodzielnie oraz do pośmiania się przy zimowej herbatce z pomarańczą i cynamonem (a tak się akurat składa, że dziś jest dzień herbaty – przypadek?) 😉

1. Nie to ciasto co trzeba.

Jak sama nazwa wskazuje – aby domek z piernika się udał, należy wykonać go z ciasta piernikowego. Ale rodzajów ciasta piernikowego jest cała masa! Już samo to, że nie każdy musi wiedzieć, że ciasto piernik i ciastko piernik to są dwie zupełnie inne historie – ja kiedyś tego nie wiedziałam 😉
Ale już nie raz chwaliłam się Wam publicznie, że ja to te całe pierniczki piekę już od 10 lat i że zawsze pyszne. No tak… to prawda – zawsze piekę dla moje rodziny sprawdzone już pierniczki katarzynki z przepisu mojewypieki.com (tego tu: przepis na pierniczki katarzynki).
Los chciał, że nigdy nie miałam okazji przetestować innych przepisów na pierniczki (w myśl zasady, że nie zmienia się konia podczas wyścigu, czy jakoś tak…), więc kiedy przyszło do budowania domku z piernika, nawet do głowy nie przyszło mi zastanowić się, jakie ciasto? A pierniczki katarzynki rosną, rosną bardzo i po wyjęciu z piekarnika raczej nie zachowają idealnie wyciętego szablonu… Sama nie wiem, jakim cudem ten pierwszy domek, robiony właśnie z ciasta katarzynkowego jakoś ustał.

Dobre ciasto na domek z piernika to np. to: przepis na domek z piernika.

Ciasto na pierniczki katarzynki mocno wyrasta, na ścianki domku piernikowego raczej się nie nadaje. Po prawej mój pierwszy w życiu domek z piernika właśnie z ciasta na katarzynki.

2. Za słaby lukier

Kwestia lukru to również nie taka oczywista sprawa – swój pierwszy lukier robiłam z cukru pudru zmieszanego z… wodą! Tak gdzieś przeczytałam, konsystencja lukrowa powstała, bo czemu miałaby nie powstać, ale lepiszcze było z tego słabiutkie. Podobnie sprawa miała się z lukrem powstałym z cukru pudru i soku z cytryny – sam lukier pyszka, bo połączenie słodkiego z kwaśnym jest na prawdę super, ale ten lukier lubi się kruszyć po wyschnięciu i domek (zwłaszcza jeśli ma zbyt ciężkie ścianki z ciasta katarzynkowego) może się rozpaść. Zwycięzcą okazał się lukier królewski z ok. 200g cukru pudru zmieszanego z białkiem jednego jajka. Goś jest mocny! Nie odważyłam się w końcu sklejać domku karmelem – podobno klei na amen.

Konsystencja lukru nie może być zbyt lejąca, ja na tych pierniczkach, bo na pewno nie będzie trzymać ścian domku ze sobą.

3. Zbyt kreatywne wzmocnienia łączeń

Skoro przy kilku podejściach kompletnie nie szło mi z klejeniem lukrem zaczęłam mocno eksperymentować ze sposobem łączenia ścian (zamiast udoskonalić sam lukier!) Raz wymyśliłam sobie łączenie ścianek wykałaczkami… (pamiętacie, moje były dość grube) ale ściany się od tego pokruszyły. Później wymyśliłam, że zrobię domek z piernika bez klejenia – wycięłam szablon który miał specjalne otworki, w które ścianki miały się wsunąć – jak przy budowaniu z klocków… cóż za potworek mi wtedy powstał 😉 Ale całkiem przypadkowo odkryłam niedawno interesujący sposób wzmocnienia konstrukcji, który już przetestowałam i który się sprawdził – na podłożu, na którym ustawiam ścianki domku robię linie z lukru, do których przyklejam kolejne ściany, czyli lukier idzie nie tylko na łączenia między ścianami, ale też na podłoże. To rozwiązanie sprawdza się, jeśli nie zamierzacie podnosić domku.

Kreska z lukru na podłożu i ścianka od razu pewniej stoi.

4. Niecierpliwość

Niecierpliwość zakradła się do mojej domkowej manufaktury w tym roku. Odkryłam już, że z moim katarzynkowym ciastem daleko nie zajdę i zmieniłam przepis na klasycznie pierniczkowy, ale nie spodziewałam się, że przy tych klasycznych pierniczkach jest tyle roboty! Zagotuj, ostudź, zagnieć, włóż do lodówki na 3h… No dajcie spokój! Moje katarzynki zajmowały mi najwyżej 1h i to razem ze zjedzeniem 😉 Dlatego nie zaczekałam przepisowych 3h, żeby ciasto się schłodziło, przez co wyszło trochę za bardzo popękane. Ale i tak było o niebo lepiej niż w poprzednich latach 😉

Ponieważ ciasto nie odleżało w lodówce wskazanego w przepisie czasu nie było dość plastyczne i popękało – ach ta niecierpliwość! Nadal jest bardzo smaczne i pachnące…

5. Wysokość, szerokość, długość… a gdzie grubość?!

Nie mam wytłumaczenia dla tego karygodnego błędu 😀 Przed przystąpieniem do wypiekania domku z piernika skonstruowałam sobie przepiękny szablon z papieru. Pamiętałam, żeby dach był trochę dłuższy od długości domku, bo ma ładnie wystawać, ale… zapomniałam, że kartki nie mają takiej samej grubości co ścianki domku z piernika, więc to moje „trochę dłuższe” okazało się takim bardziej „na styk”. Jeśli zamierzacie projektować swój domek sami – pamiętajcie uwzględnić grubość ścianek 😉

Marny ze mnie inżynier – na szablonie daszek ładnie wystaje, a na produkcji musiałam „szpachlować” braki lukrem… 😉

6. Dekorowanie w 3d

Na wszystkich tutorialach, których naoglądałam się ostatnio po kokardę, te super zdolne cukierniczki dekorują domek w stanie ukończonym, posklejanym, czyli najtrudniej. Sama jeszcze tego nie testowałam, ale zastanawiam się, czy nie łatwiej będzie udekorować ścianki na płasko, a dopiero później je skleić? Podpowiedzcie, zwłaszcza jeśli macie już takie doświadczenia na swoim koncie.

Niby dekoracja jest, ale przy okienkach udało mi się zrobić tylko „śnieg na parapecie”, a marzyły mi się misterne wzorki wokół framugi… w przyszłym roku przetestuję dekorowanie na płasko i klejenie już udekorowanych ścianek.

7. Nieodpowiednie narzędzia pomocnicze

Zapewne taki cukiernik ma opanowane władanie rękawem cukierniczym do perfekcji, ja jednak nie ogarniam tej konstrukcji. I te wszystkie tylki – ta za duża, ta za mała. Jak ułatwić sobie pracę z wykorzystaniem tego typu narzędzi? Moja jedyna rada, może niezbyt konkretna to – testować. Sprawdzać, co nam leży. Ja odkryłam, że najmniej słów niecenzuralnych wymyka mi się podczas lukrowania przy pomocy takiej tubki (polecam z własnego doświadczenia, to nie jest wpis sponsorowany). Umieszczam w niej lukier przy pomocy lejka i szpatułki, którą go przepycham. Nabijanie lukrem nie jest dla mnie najprzyjemniejszą rzeczą na świecie, ale lukrowanie już napełnioną tubką to łatwizna. Oprócz tubki przydały mi się też te szpatułki – ta zaokrąglona idealnie spełniła się w roli „przepychaczki”, a ta zaostrzona poskramiała niesforny lukier, który gdzieniegdzie za bardzo się rozochocił ;P

Jestem typem, który lubi uczyć się na własnych błędach, więc te moje powyższe wtopy wyszły mi tylko na dobre. A najbardziej zadowoleni byli chyba domownicy, którzy zawsze chętnie wyjadali gruz po nieudanych budowlach 😀

A Wy macie jakieś zabawne historie z wypiekami świątecznymi? Dawajcie je w komentarzach, ja lecę zaparzyć drugą herbatę 😉

Do usłyszenia!

Author: Ewa Mazur

Mama uroczej dziewczynki, grafik z wykształcenia, zawodu i zamiłowania.

Dodaj komentarz