Domino z masy sodowej

Rok temu, podczas domowej edukacji córka dostała z przedszkola zadanie ulepienia serduszka z masy solnej. Sama nie wiem czemu, ale nie jestem fanką akurat tej mieszanki. Jest ona dla mnie jakaś taka… nieprzyjemna. Zostawiłam córkę z tym serduszkiem, a sama zagłębiłam się w odmęty Internetu, aby sprawdzić, czy znają tam jakąś alternatywę.

W taki sposób natrafiłam na ten wpis u (wtedy) mamarak, a teraz pazeraprojektuje. O jakże ja zapragnęłam sprawdzić, czy rzeczywiście masa sodowa jest faktycznie „ładniejszą siostrą masy solnej”, jak pisze u siebie Martyna.

Na początek użyłyśmy niewiele sody. Zachowując proporcje z wpisu mamyrak, czyli 1 miarka sody, pół miarki skrobi i 3/4 miarki wody, powołałyśmy do życia bardzo fajną, sprężystą, jasną, przyjemną w dotyku i nie „walącą” solą gniotkę, z której każda z nas coś tam sobie ulepiła. Ja stworzyłam ten świecznik. Przypomniałam sobie wtedy też o koncepcji domina z kamieni i kiedy jedno neuropołączenie w moim mózgu zetknęło się z drugim już wiedziałam, że kiedyś zrobię domino z masy sodowej! To „kiedyś” właśnie nadeszło 😉

Czego potrzebujemy do wykonania domina z masy sodowej?

Podam Wam proporcje i wymiary, które zastosowałam w naszym eksperymencie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyście sami wymierzyli sobie te wszystkie wartości.

  • 160g sody oczyszczonej (u mnie to były dwa opakowania po 70g i jakaś resztka z już otwartego opakowania)
  • 120g wody
  • 80g skrobi ziemniaczanej
  • dodałam też ok. łyżkę stołową szamponu, bo słyszałam, że wtedy masa ładnie pachnie – spoileralert – faktycznie, pachnie obłędnie
  • garnek do podgrzania składników i łyżka do mieszania (no i kuchenka?)
  • przyda się też wałek i płaskie miejsce do rozwałkowania masy
  • wykrawaczka do ciastek w kształcie prostokąta 4×2,5 cm lub nożyk
  • ja użyłam także szpatułki do szaszłyków, żeby zrobić wgniecenie na każdym kafelku, wyznaczające połowę (patrzcie poniżej)
  • mazak do namalowania kropek

Domino z masy sodowej krok po kroku

KROK 1 – przygotowanie masy sodowej

Podążając za instrukcjami mamyrak wsypałam sodę, skrobię i wlałam wodę do jednego garnka. Ustawiłam płytę na 6 (średni ogień) i zaczęłam mieszać. Mieszanka najpierw zachowuje się jak płyn nienewtonowski, czyli wydaje nam się, że to ciecz, a jak zaczynamy mieszać, to napotykamy na opór i w wyniku działania naszej siły ciecz natychmiastowo zamienia się w ciało stałe, ale tylko do momentu zwolnienia działania naszej siły.

Wraz z podgrzewaniem płyn nienewtonowski rozluźnia się i zachowuje jak normalna ciecz, by za chwilę zacząć gęstnieć i stać się „kluskiem”. Kluska odstawiamy na chwilę do ostygnięcia, a później przekładamy go np. na deskę do krojenia, żeby go wyrobić.

KROK 2 – wyrabianie i wycinanie

Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie o możliwości dodania szamponu, albo płynu do kąpieli (ja miałam akurat pod ręką szampon) i nie żałuję tego kroku, bo finalnie domino pachnie tak, jakbym brała z nim prysznic! ;p

Zagniatanie masy sodowej to sama przyjemność. Zwykle oddaję tę czynność w łapki mojej córki, ale tym razem robiłam bazę podczas jej nieobecności i dzięki temu zaliczyłam nieplanowaną sesję relaksacyjną ;p

Następnie złapałam za wałek i rozwałkowałam kluskę na jakieś pół centymetra – bałam się, że nie starczy mi masy na 28 kafelków, których potrzebowałam do domina, ale wyszło mi ich kilka więcej, więc można śmiało nie rozwałkowywać za cienko.

W swoim imponującym arsenale wykrawaczek do ciastek mam taki idealny „dominowy” prostokącik – 4×2,5cm, więc go wykorzystałam, ale przecież ten krok można tak na prawdę wykonać przy użyciu nożyka. A więc po ustaleniu w jaki sposób, zabieramy się za wycinanie 28 prostokątnych kafelków – każdy o wymiarach zbliżonych do 4×2,5cm.

Na koniec przygody z masą odcisnęłam w niej jeszcze szpatułką do szaszłyków linię środka na każdym kafelku.

KROK 3 – malowanie

Domino schło u nas do wieczora (zrobiłam je przed południem). Dwa razy obróciłam je z pleców na brzuch i odwrotnie, żeby miało szansę doschnąć z każdej strony. Wieczorem złapałyśmy z córką za mazak i wymalowałyśmy wszystkie kropki:

0-0 (no, tu akurat niczego nie malowałyśmy) 0-1, 0-2, 0-3, 0-4, 0-5, 0-6, 1-1, 1-2, 1-3, 1-4, 1-5, 1-6, 2-2, 2-3, 2-4, 2-5, 2-6, 3-3, 3-4, 3-5, 2-6, 4-4, 4-5, 4-6, 5-5, 5-6 i 6-6.

Mamarak w swoim poście pisze, że cechą charakterystyczną masy sodowej jest jej nieprzewidywalność w pękaniu, co można potraktować jako jej wadę, albo zaletę. Dla mnie to niewątpliwa zaleta. Unikatowość takiego domina jest przepiękna.

KROK 4 – GRA!

Rozkładamy wszystkie kafelki plecami do góry. Jedna osoba losuje jeden kafelek i wkłada go na środek. Pozostali gracze mają za zadanie dokładać do niego kolejne kafelki w taki sposób, aby kolejne stykające się pola pasowały do siebie liczbą kropek. Jeśli mój wylosowany kafelek nie pasuje, kolej na następnego gracza. Wygrywa ten, kto pozbędzie się wszystkich swoich kafelków. Pro-tip: zasady można łamać ;P

Do usłyszenia już wkrótce!

Author: Ewa MazurMama uroczej dziewczynki, grafik z wykształcenia, zawodu i zamiłowania.

Dodaj komentarz